Res musealiae: Piotr Szacki i jego rzeczy pozostawione.

Wnętrze kajetu
Wnętrze kajetu

Piotr Szacki – muzeolog, muzealnik, spędził w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie ponad 40 lat, całe swoje zawodowe życie. Dzisiaj, w czasach kiedy atutem pracowników jest ich mobilność, umiejętność dokonywania zmian w swojej zawodowej karierze, rozwój wynikający także z różnorodnych doświadczeń w różnych miejscach pracy, takie przywiązanie do jednego miejsca zatrudnienia wydaje się niezrozumiałe, wsteczne, „przestarzałe”. W czasach nie tak odległych, w „czasach Piotra Szackiego”, stanowiło wartość polegającą na doskonaleniu się w jednej dziedzinie i optymalnie w tym jednym, wybranym miejscu.

Jakie konsekwencje niesie za sobą spędzenie całego życia w jednej instytucji?

Wszyscy zauważamy, że przez lata naszego życia do każdego (lub prawie każdego, poza zadeklarowanymi minimalistami) „przyklejają” się jakieś rzeczy. Selekcjonujemy je, ale zawsze pewna pula pozostaje. Miejsce pracy nie jest naszym miejscem prywatnym, w którym gromadzimy przedmioty zgodnie ze swoim gustem i upodobaniami. Wydaje się, że powinniśmy tu mieć wyłącznie to, co niezbędne w naszej pracy, ale właśnie w muzeum – miejscu, które jest „miejscem rzeczy” i ze „swojej natury” rzeczy są tu najważniejsze, a ludzie są „tylko” pewnym ożywionym „dodatkiem”, który nieożywioną materię ożywia – przedmioty grają role pierwszoplanową. Rzeczy „przychodzą” do nas „chcąc nie chcąc”. Oficjalnie trafiają do muzealnych zbiorów, ale zdarzają się takie, którym z różnych względów trudno nadać status muzealium. Czasami czekają na swoją kolej, czasami wracają do właścicieli, czasami zostają z nami.

Kajet z drewnianą okładką
Kajet z drewnianą okładką

Pracownia Piotra Szackiego, którą zajmował ponad 30 lat, „naturalnie” obrosła rzeczami. Każdy kto tu trafił widział, że rzeczy były „wszędzie”: stały, wisiały, leżały. Niektóre pełniły rolę „tła scenograficznego”, inne (jak książki) były „w używaniu”. Z rozmów wynikało, iż Piotr Szacki otrzymywał te wszystkie przedmioty w darze od informatorów podczas badań terenowych: dodatkowe pokrywki, obtłuczone naczynia, niekompletne krzyże kowalskie, kłódki, sztućce, rozpadające się naczynie klepkowe, ale też np. przydziałowe gumowce muzealnika do pracy terenowej i cała masa innych. Przez 40 lat swojej pracy zawodowej nie miał pewności co do włączenia tego wydawałoby się częściowo przypadkowego i niezaplanowanego zbioru. Szacki nigdy nie postępował pochopnie. Każda decyzja była głęboko przemyślana, łącznie z tą dotyczącą włączenia obiektu do muzealnej kolekcji. Szacki czuł ciężar i wagę tej ostatecznej decyzji. Jego wahanie miało charakter ontyczny.

Ułomny dzban
Ułomny dzban

Dzisiaj taki sposób wydaje się być anachroniczny, choć czy nie powinien być dla nas wykładnią? Szacki uczył patrzenia na przedmioty, docierania do ich głębi, widzenia nie tylko ich naturalnej fizyczności, nie tylko tego co „pobieżne”, formalne. Z tego co otrzymał, nie był w stanie pozbyć się niczego, unicestwić tego, co mu darowano. Składował wszystko w szafie, upychając w kąty, zakamarki, używając jako „tło” lub wykorzystując do wystroju wnętrza. Takie podejście świadczy o jego kontemplacyjnym stosunku do rzeczy. Szacki nieustannie rzeczom się przyglądał, czuł potrzebę obcowania z nimi, przeprowadzał z nimi swoiste „rozmowy”, które miewały miejsce w magazynach zbiorów. W jego pracowni rzeczy były na wyciągnięcie ręki, często te same formalnie, chociaż diametralnie różne – ze względu na swój nieokreślony status – i szczególne, bo otrzymane osobiście w darze.

Niedalekie od magazynów zbiorów miejsce – pracownia, niewiele zmienia w sensie topograficznym. Dla statusu obiektów nie będących muzealiami sprawia różnicę podstawową – tu były ciągle jeszcze „zwykłymi” rzeczami. Może takich właśnie potrzebował?

Kajet
Kajet

Bo jak powinna wyglądać pracownia muzealnika, który ma na co dzień wszystko na wyciągnięcie ręki w magazynach ? Powinna być sterylna dla przeciwwagi zatłoczonych magazynów zbiorów, czy „zagracona” dla mniejszego dysonansu. Część przedmiotów przed odejściem na emeryturę była nam świadomie przez Piotra Szackiego darowana. „Zbiór pozostawiony” został z myślą o późniejszym przyjrzeniu mu się, co okazało się potem niemożliwe[1]. Pozostały przedmioty bez szczegółowej informacji o nich, bez proweniencji i indywidualnych historii, możliwe tylko do formalnej identyfikacji. Ich dotychczasowy byt, jako scenografia bez głównego aktora, nie miał już sensu. Przyszedł czas na podjęcie decyzji co dalej: czy włączyć je do zbiorów jako spuściznę, jako że towarzyszyły Piotrowi Szackiemu, będąc świadectwem jego prywatnego segmentu zawodowego życia?

Czym staną się trafiając do muzealnych zbiorów – zwykłą dzieżą, dzbankiem, kłódką?

Czy powinny być potraktowane szczególnie, jako materialna, namacalna spuścizna po pracowniku? I co my muzealnicy i nie-muzealnicy z tego zbioru odczytamy? To jest pytanie o czytanie przedmiotów – fundamentalne pytanie, które zadawał sobie Piotr Szacki. Teraz, poprzez te rzeczy pozostawione, można pokusić się o „odczytanie” ich właściciela.

Szyld
Szyld

[1] Piotr Szacki zmarł w lipcu 2004 roku, w ostatnim dniu pracy przed przejściem na emeryturę

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s