Rogale świętomarcińskie

fot. Bartek Kieżuń

Autor: Bartek Kieżuń

Z racji mnóstwa spraw, jakimi musi się zajmować, Święty Marcin ma pełne ręce roboty przez cały rok. Jest patronem między innymi hotelarzy i dzieci, podróżników i kapeluszników, a nawet więźniów. W listopadzie rzeka zajęć wzbiera jednak szczególnie, bo ten miesiąc to czas świętomarcińskich rogali, wina i gęsiny, z którymi święty ma wiele wspólnego.

Za ponad stuletnią tradycją wypieku specjalnych łakoci na 11 listopada stoi piękna legenda i w Poznaniu mówi się, że bez interwencji świętego, patrona miasta, dziś nikt nie znałby smaku pysznych rogali. Wszystko zaczęło się jednak wiele stuleci wcześniej. W 338 roku Marcin, wtedy rzymski żołnierz, na widok żebraka mieczem odciął połowę swojego płaszcza. Wręczył go biedakowi, by ten się okrył, a sam odjechał. Następnej nocy – jak opowiada żywot świętego – przyśnił mu się Jezus, który opowiadał aniołom, jak to napotkany przypadkiem rzymski żołnierz go odział. Efektem był prędki chrzest i przyjęcie przez Marcina wiary chrześcijańskiej.

Arch. PME I. 15340, Pocztówka „Listopad”- św. Marcin z serii pocztówek „Kalendarz Świąteczny”, Nakł. Księgarni J. Czernieckiego, Kraków.

Temat ten przez wieki inspirował artystów. Słynne jest wyjątkowo piękne przedstawienie El Greca, które dziś można obejrzeć w Waszyngtonie. Miłośników sztuki zachwycają również freski Simone Martiniego w bazylice w Asyżu. Święty Marcin był też doskonałym tematem kazań dla księży, którzy wiernym opowiadali historię żołnierza o złotym sercu, zwłaszcza na progu nadchodzącej zimy. Tak było również w Poznaniu, w parafii pod wezwaniem świętego Marcina, patrona miasta, gdzie kazanie – jak się później okazało – trafiło na podatny grunt.

Poznańska legenda mówi, że tamtejszy piekarz nie miał… płaszcza, którym mógłby się podzielić, dlatego modlił się do świętego z nadzieją, że ten mu pomoże i wspólnie wymyślą sposób na to, jak pomóc biednym. W noc poprzedzającą odpust w parafii piekarz ujrzał jeźdźca na białym koniu, który uśmiechnął się tylko na jego widok i odjechał. Została po nim jedynie podkowa, którą piekarz znalazł chwilę potem. Razem z podkową pojawił się pomysł na to, jak pomóc ubogim. Piekarz postanowił napiec ciastek o półokrągłym kształcie i nakarmić biedniejszych od siebie.

PME 47593 Rzeźba „Św. Marcin”.

Proboszcz był zachwycony, piekarz zrobił dobry uczynek, a zwyczaj wypieku ciastek w kształcie podkowy na 11 listopada, w kalendarzu liturgicznym dzień poświęcony biskupowi Tours, przyjął się w mieście błyskawicznie.

Jednak nie tylko rogalami musi się w listopadzie zająć zapracowany święty, bo pod opieką ma również winiarzy i pijaków. Dlaczego? Na jarmarku w Nowym Targu 11 listopada był dniem (jednym z dwóch w roku), kiedy podpisywano kontrakty na wino. W Czechach zaś, na Morawach, tego dnia właściciele ziemscy wizytowali winnice, by podjąć decyzje, czy podpisać z dzierżawcami umowy na kolejny rok. Musieli kosztować wina, bo przecież nikt na sucho takich decyzji nie chciałaby podejmować. Kolejne toasty wznoszono już po podpisaniu umów, bo kontrakt bez przepicia był nieważny. We Francji w tym czasie ciężko pracowali młynarze i aby im tego nie utrudniać, ukuto nawet powiedzenie: na świętego Marcina pij wino, wodę pozostaw młynom. Jak widać w całej Europie listopadowe dni skłaniały do tego, by sięgnąć po kieliszek. A że picie na pusty żołądek nigdy nie było w modzie, trzeba było coś przekąsić.

O świętym i gęsiach mówi się wiele. Jedna z legend opowiada o tym, jak Marcin, którego miano mianować biskupem – czego bardzo nie chciał – schował się przed kościelnymi dostojnikami w miejscu, gdzie trzymano gęsi. Te głośnymi okrzykami wydały niechętnego zaszczytom Marcina i musiał on przyjąć tytuł. Inna historia mówi o wyjątkowo głośnym gąsiorze, którego Marcin musiał przekrzykiwać, wygłaszając kazanie, dlatego bezlitosny w tym wypadku przyszły święty nakazał skrócić pieniacza o głowę, po czym go zjadł.

We wszystkich wypadkach – wina, gęsiny i rogali – widoczny jest związek dzisiejszych radosnych obchodów z końcem roku agrarnego, przypadającym na początek listopada. Większość prac było już wtedy zakończonych, gęsi tłuste, a spichlerze pełne. W tradycji przedchrześcijańskiej listopad był miesiącem składania ofiar bogom. Zabijano wówczas woły, by ofiarować je jako podziękowanie za ostatni rok, za dobre plony i zyskać przychylność przed nadchodzącą zimą. Czasem, z braku wołów, bogów usiłowano przejednać, składając w ofierze chleby w kształcie rogów. Tego kształtu łatwo dziś dopatrzyć się w rogalach na cukierniczych ladach.

W listopadzie tradycyjnie rozpoczynał się adwent i post od V wieku trwający, zgodnie z zaleceniami biskupów, trzy dni każdego tygodnia przez trzy, dowolnie wybrane, tygodnie między wspomnieniem świętego Marcina a świętami Bożego Narodzenia. Dlatego przed nadchodzącymi dniami postu, a po dobrze wykonanej pracy, można było świętować, jeść i pic wino. Koń świętego, na którym przejechał on przez Poznań i objawił się piekarzowi, jest biały jak śnieg, którego pełne miały być nadchodzące zimy. Jak widać, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały wprost, że trzeba posilić się gęsiną i napić młodego wina, a na deser zjeść świętomarcińskiego rogala.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s