Studziany Las 1967 vs. 2018

Studziany Las, położony ok. 7 km od wiodącej na Litwę (do przejścia w Ogrodnikach) drogi krajowej nr 16. Trzeba wiedzieć gdzie skręcić, bo brak jest drogowskazu. Do wsi dojechać można wyłącznie własnym środkiem transportu. Nie jeżdżą tu ani autobusy PKS-u, ani prywatne busy. W 1959 roku Ewa Frys pisała: Wioska Studziany Las, głęboko ukryta w lasach nad Czarną Hańczą, składa się zaledwie z ok. 20 domów.[1] Do dzisiaj niewiele się zmieniło. Z Wikipedii można się dowiedzieć, że wieś należy administracyjnie do gminy Giby w powiecie sejneńskim, i że zachowało się tu wiele przykładów dawnego budownictwa ludowego. O lepionych garnkach nie ma mowy, chociaż w latach przedwojennych i krótko po wojnie, Studziany Las słynął z wyrobu tych wyjątkowych naczyń. Według tradycji – w każdym prawie domu pracował ‘dawniej’ garncarz.[2]

Studziany Las .2018_Fot. M. Jaszczołt

Na ślad tej techniki trafili pracownicy działu Gospodarki Podstawowej i Rzemiosł: (Piotr Szacki, Krzysztof Chojnacki i Lech Mróz) i w roku 1967 ruszyli muzealną nysą, by spenetrować teren. Był to też moment, kiedy postanowili po raz pierwszy użyć muzealnej kamery. Tak powstały kultowe dla pokoleń etnografów „Garnki ze Studzianego Lasu”. Wg Krzysztofa Chojnackiego film ma swoje niedostatki montażowo – techniczno –zdjęciowe, ale temat i sam film okazał się na tyle ważny, że jest przedmiotem antropologicznych analiz.

Piotr Szacki tak wyjaśnia powstanie tego dokumentu: (…) ‘Garnki ze Studzianego Lasu’ rejestrują technikę bardzo archaiczną w ostatnim miejscu, gdzie była ona stosowana po wojnie w 1947 roku, a została odtworzona, łącznie z odtworzeniem warsztatu, namówieniem starych ludzi, co nie było łatwe, którzy kiedyś to praktykowali, żeby wznowili działalność. I tak powstała ta osobliwość, rejestracja techniki, która bardziej się wiąże w swoich szczegółach z neolitem niż z XX wiekiem. Tu dodam jeszcze taką uwagę, w większości te rejestracje filmowe, którymi dysponujemy, zawierają bardzo ważną sprawę, mianowicie w materiale wizualnym, którym są, zawarta jest szczególna jakość, którą trudno zwerbalizować, a która ma doniosłe znaczenie choćby w estetyce końcowych wyrobów. Wyrobów, często stojących na pograniczu twórczości artystycznej i rzemieślniczej, chodzi mi mianowicie o biegłość rąk, biegłość całego ciała, ponieważ całe ciało wchodziło w grę w manipulacji technicznej. Biegłość rutyny. (…) W tym przypadku ‘Garnków ze Studzianego Lasu’ mamy do czynienia z rekonstrukcją. Co prawda, starzec który się zgodził, żeby się nad nim znęcać, pracował dwa czy trzy dni nad przypomnieniem sobie tych umiejętności, nad przypomnieniem rękom tych wszystkich gestów, które są niezbędne w tym procederze. (…) Jest to pewnego rodzaju mankament, dosyć typowy przy tego rodzaju zamierzeniu, jakim jest często rekonstrukcja dawnych procederów. To co jest niewątpliwie autentyczne i co uważaliśmy za warte zanotowania, to pewna składowa fenomenu technicznego, mianowicie wiedza: ręce już zapomniały, głowa jeszcze pamięta (…)[3]

Dyrektor PME dr Adam Czyżewski w artykule ‘Neostreamline’ ze Studzianego Lasu pisze: Wytwarzane przez człowieka przedmioty, nigdy nie przestaną być ekstensją jego ciała. Są w naturalny sposób negatywami cielesności.[4] (…)Teatr dłoni obdarzonych pamiecią nie odszedł w przeszłość, mimo iż świat archaicznych technologii, które udokumentował zapisem filmowym w Studzianym Lesie Piotr Szacki nie istnieje. Tworzyły go miliony informacji przesiewanych taktylnym zmysłem. Cóż, zapamiętywaniu zawsze towarzyszy zapominanie. Nie jest to wyjątkowy proces. Jest on wręcz regułą w warunkach współczesnej cywilizacji.[5]

Połów ryb nocą, Studziany Las, 1968, Fot. P. Szacki (2)

W tych stremlinowych garnkach – wg mieszkańców – gotowane i pieczone potrawy smakowały lepiej niż w innych. Garnki i smaki pozostały w pamięci najstarszych mieszkańców. Ale nie pozostały same garnki w ich niewielkim zróżnicowaniu form. Produkowano jedynie dzieżki „mleczniaki”, misy „makotry”, formy do pieczenia „łachańki” i bezuszne dzbanki. Pamięć, że był tu nagrywany film z „ekipą z muzeum z Warszawy” została zapomniana. Główny „aktor” od dawna nie żyje, wtedy młodzi, rozproszyli się. Ale cześć mieszkańców i ich potomków w urokliwym Studzianym Lesie pozostała.

 

29 lipca 2018 roku, w ramach festiwalu „Oj, Wiosna”, organizowanego przez Stowarzyszenie Krusznia, na polu namiotowym Majorka – dla lokalnych mieszkańców i turystów odbył się pokaz „Garnków ze Studzianego Lasu” oraz drugiego filmu nakręconego w Studzianym Lesie (przy okazji innego pobytu) „Połów ryb ością” (1968). Kilku obecnych rozpoznało na filmach swoich krewnych: dziadka, wujka, znajomych, którzy wystąpili na filmie jako dzieci. W muzealnej dokumentacji jest informacja, że na filmie „Garnki ze Studzianego Lasu” występuje Stanisław Rzodkiewicz. Mieszkańcy wsi rozpoznali Franciszka Jurgielewicza, a sam film był nagrywany w stojącej do dzisiaj zagrodzie Zydanowiczów (w której nocowała także ekipa filmowa), ponieważ u Jurgielewiczów było za mało miejsca. Występująca w filmie grupka dzieci nie była rodziną Jurgielewicza, a zebranymi na wsi wyrostkami, którzy statystowali w filmie.

 

W „Połowie ryb ością”, zagrał z kolei rybak Skindziel z zięciem Tadeuszem Urbańskim, a złowione podczas połowu ryby podano na kolację. Czy badanie sytuacji terenowej sprzed lat czemuś służy? Pomaga rozwikłać kulisy realizacji filmowej, kto na niej występował, do jakiego stopnia była aranżowana, jak długo nad nią pracowano, skąd dobór ‘aktorów’. Pozwala poznać warsztat od kuchni i jego niedostatki, których wtedy nie brakowało, a które mogą być dzisiaj atutem, relatywnie do przeidealizowanych produkcji. W filmie „Garnki ze Studzianego lasu” jest jakaś nieuchwytna magia tej pierwszej filmowej realizacji, magia pierwszego razu i magia oddalonej od świata wsi.

 

Dzisiaj niezwykłą postacią Studzianego Lasu jest 97-letni rodowity mieszkaniec Stanisław Olszewski, który w przeszłości także z rodzicami lepił gliniane garnki i pływał po czarnej Hańczy dłubanym czółnem, a teraz codziennie wychodzi nad Czarną Hańczę i gra na harmonii dla przepływających kajakarzy, siedząc na należącym do jego posesji pomoście. Kiedyś w świat szły stąd streamlinowe garnki, dzisiaj muzyka znad Czarnej Hańczy w interpretacji naznaczonego „tutejszością” Stanisława Olszewskiego.

 

Autor: Małgorzata Jaszczołt

 

Adam Czyżewski, 2011, ‘Neostreamline’ ze Studzianego Lasu, [w:] Etnografia Nowa 03 2011

[w:] Kwartalnik Filmowy, nr 47-48, 2004, s. 303

Ewa Fryś, Ośrodek garncarski w Studzianym lesie, pow. Sejny, [w:] Polska Sztuka Ludowa, 1959, t. 13, z. 4, s. 246

Piotr Szacki, ‘Oczy i obiektywy’. Fragmenty komentarzy do kilku filmów: [w:] Kwartalnik Filmowy, nr 47-48, 2004

[1] Ewa Fryś, Ośrodek garncarski w Studzianym lesie, pow. Sejny, [w:] Polska Sztuka Ludowa, 1959, t. 13, z. 4, s. 246

[2] Ibidem

[3]Piotr Szacki, ‘Oczy i obiektywy’. Fragmenty komentarzy do kilku filmów: [w:] Kwartalnik Filmowy, nr 47-48, 2004, s. 303

[4] [w:] Etnografia Nowa 03 2011, s. 42

[5] [w:] Etnografia Nowa 03 2011, s. 43

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s